- Text Size +
Story Notes:

Disclaimer: All publicly recognizable characters, settings, etc. are the property of their respective owners. The original characters and plot are the property of the author. The author is in no way associated with the owners, creators, or producers of any media franchise. No copyright infringement is intended.

Author's Chapter Notes:

Nawet nie wiem czy ktoś to przeczyta, na polskiej arenie widziałem bardzo nie wielu ludzi lubiących tą tematykę. Ale skoro to napisałem - publikuję. 

Mam nadzieję, że się spodoba.

Hej! Jestem Alex. Mam krótkie blond włosy do barków, zielone oczy. Lubię dobrą zabawę, muzykę oraz ciasta. 
Chcę tu zapisać - razem z jedną osobą - jak moje życie się zmieniło. Opowiem o tym.

Mieszkam w podwodnym domu, razem z moją przyjaciółką - czarnowłosą Adrianną. My obie jesteśmy predatorami. Czym jest predator?
To olbrzymy, które żywią się ludźmi. Tak, ja jestem olbrzymką, bez jaj. Mam 60 metrów wzrostu. Myślisz, że fajnie? Nie wiem.
Zazdroszczę ludziom wielu rzeczy. Mogą jeździć na rowerze, oglądać filmy, mają różne święta...
Jednak nauczyłam się akceptować to jaka jestem, a przynajmniej tak myślałam. No ale od początku.

Kilka lat temu, nasze życie z Adrianną toczyło się wokół zabijania, zabawy i snu. Zabijałam, bo musiałam jeść. Nie do końca to lubiałam, ale nie miałam wyjścia. Pewnego dnia, spotkałam człowieka który powiedział mi o miłości. Że to "oddanie siebie całego innej osobie" i że ludzie, mają miłość, że się kochają ale nie wiedziałam co to dokładnie znaczy. Nie zdążyłam go dopytać. Chciałam koniecznie wiedzieć, czym ona jest. Czasem łapałam przechadzające się parki i się ich pytałam o to. Nie uzyskałam nic poza wrzaskami i "zmiłuj się". Kiedy prosiłam by pokazali czym jest, to zawsze uciekali ode mnie. 
Potem jeszcze spotkałam innego człowieka który powiedział: "To znaczy cenić kogoś bardziej niż samego siebie". Nic więcej nie wiedziałam.
Pewnego dnia Adrianna odeszła. Bez słowa. Czułam się bardzo samotna. Nikogo oprócz niej nie miałam. Nie zawsze jednak miało tak być.
Wszystko zaczęło pewnego wiosennego dnia...

Dzień I

Kwiecień, średnie miasto we Francji, jakieś 15 km od brzegów Atlantyku. Pierwszy raz tam byłam.
Ładny, słoneczny dzień. Dobry na spacer.
To byłby po prostu idealny dzień gdyby nie...ja.
Szłam ulicą przez miasto, stawiając głośne kroki.
Miałam na sobie moją ulubioną czarną bluzę oraz jeansy, bez butów.
Było jakoś przed południem. Postanowiłam się odrobinę "rozerwać".
Zobaczyłam trzech ludzi: dwie kobiety i mężczyzna. Stali koło stacji benzynowej. Mój widok ich zszokował. Chcieli uciec ale zagrodziłam im drogę moją wielką stopą.
Spojrzałam w dół i się uśmiechłam, patrząc na ich bezradność.

-Mój Boże!!! Ona nas zabije!!! - krzyczy jedna z kobiet.

Podniosłam stopę i zaczęłam ich nią straszyć. Kobiety przewróciłam na ziemię. Machałam im nad głowami i udawałam, że chę ich zabić. Prawda jest jednak taka, że nie zabijam dla przyjemności. Jednakże aktorstwo zawsze mi się podobało. 
Nagle, mężczyzna wziął do ręki pręt i zaczął mnie nim tłuc po drugiej stopie.
Spojrzałam na niego jak na idiotę. On upuścił pręt i mnie pogłaskał, jakby miało mu to pomóc.

-Wkurzyłeś mnie...

Podniosłam go wysoko. Był śmiertelnie przerażony. Trzymałam go dwoma palcami. Cały czas się majtał.

-Boże Boże Boże Boże! - piszczał.
-Już nie jesteś taki odważny, co? - powiedziałam z politowaniem
-Puść mnie! Błagam!

W sumie...niech mu będzie.
Zlitowałam się nad nim i postawiłam go na ziemi bez słowa.
Tamte kobiety uciekły.
Jakiś człowiek w słuchawkach wychodził już ze sklepu. Nie mogę tego tak zostawić.
Kiedy już wyszedł, nagle pokazałam mu się przed twarzą.

-Bu!

Ten zapiszczał, upadł na tyłek a uciekając upadł ze dwa razy.
Śmiałam się do rozpuku. Bardzo lubiłam to robić.
Wstałam. Poszłam dalej, bardziej na zachód miasta. Znajdowała się tam jakaś szkoła. 
Zobaczę co robią.
Podeszłam od frontu. Przybliżyłam swoją głowę do okien.

-Heej tam!

Podniósł się krzyk, a w klasie wybuchła panika. Ludzie odeszli w stronę ścian, chyba drzwi się zatrzasły. Patrzyłam na nich z ciekawością.
Zauważyłam jednak chłopaka, który był inny niż wszyscy. Podszedł do szyby, i patrzył na mnie. 
Uśmiechłam się do niego ciepło. Stukłam delikatnie w szybkę. Pomachał do mnie, ja mu też. Słodziak.
Przyłożyłam mój wskazujący palec do szyby. On w to miejsce dał swoją rękę.
Chyba nawiązałam z nim kontakt. Nauczyciel podbiegł do chłopaka i próbował go odciągnąć. Nie dał jednak za wygraną mężczyźnie. Tamten wyciągnął pistolet i zaczął we mnie strzelać, niszcząc okna.

-Ał... - dostałam w policzek. Nic groźnego.
-Zostaw! - chłopak próbował wyrwać mu pistolet.

Coś niedosłyszałam. Potem nauczyciel się wydarł.

-To Bestia! Nie ma uczuć!
-To nie jest bestia!

Nawet nie przypuszczacie, co poczułam. Brakło mi słów.
Usłyszałam nadjeżdżające wojsko. 
Postanowiłam się oddalić, nie chciałam walczyć. Nie chcę rzezi. To też nie był jakiś duży oddział.
Odeszłam stamtąd. Pomyślałam, że jutro muszę go odnaleźć.

 

You must login (register) to review.